- Źródło Warszawy
- Posts
- Jeszcze chwilę
Jeszcze chwilę

Ten tydzień miał w sobie coś z przejścia. Jeszcze nie do końca wiosna, ale już nie taka zima jak wcześniej. Trochę więcej światła pod wieczór, trochę lżejszy oddech, jakby powietrze samo próbowało nam coś powiedzieć. Może też to czujesz - że coś się powoli przesuwa. Nie gwałtownie, nie spektakularnie. Raczej spokojnie, prawie niezauważalnie. A jednak wystarczająco, by obudzić w nas odrobinę nadziei.
W tym wydaniu chciałbym Cię zaprosić właśnie do tej przestrzeni - między tym, co jeszcze chłodne, a tym, co już zaczyna się budzić. Do kilku myśli, które mogą zostać z Tobą na dłużej. Może znajdziesz tu coś, co pozwoli Ci spojrzeć na ostatnie tygodnie z innej perspektywy. A może po prostu zatrzymasz się na chwilę, z kubkiem czegoś ciepłego w dłoni, i pozwolisz sobie przeczytać te słowa bez pośpiechu.

To tylko etap
Ta zima była inna niż te, do których przywykliśmy w ostatnich latach. Przez niemal dwa miesiące śnieg i mróz nie były przelotnym epizodem, ale stałym elementem codzienności. Dla niektórych mogła być zaskoczeniem - szczególnie dla tych, którzy nie pamiętają zim sprzed lat, kiedy biały krajobraz potrafił trwać tygodniami. Na początku śnieg cieszy. Jest świeżość, jest światło odbijające się od bieli, jest w tym coś niemal dziecięcego. Ale po kilku tygodniach ta sama warstwa staje się kolejną do odgarnięcia. Mróz przestaje być romantyczny, a zaczyna być wymagający. I wtedy zmienia się nie tylko pogoda - zmienia się też nasze nastawienie.
I może właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej poruszające - nie sama zima, ale moment, w którym orientujemy się, że coś trwa dłużej, niż byliśmy na to gotowi. Bo kiedy coś jest chwilowe, łatwo zachować lekkość. Trudniej, gdy przeciąga się w czasie i zaczyna dotykać codzienności. Tak samo bywa w życiu. Na początku mamy w sobie energię, mobilizację, nawet pewną dumę z tego, że mierzymy się z wyzwaniem. Mówimy: „to tylko etap”, „to minie”. Ale kiedy dni mijają, a krajobraz się nie zmienia, pojawia się ciche pytanie: ile jeszcze? I właśnie w tym pytaniu zaczyna się prawdziwa próba wytrwałości.
Bo zwątpienie rzadko przychodzi z hukiem. Ono nie zapowiada się jak burza, nie trzaska drzwiami. Wślizguje się niepostrzeżenie - w powtarzalność dni, w zmęczenie, w myśl, że może już wystarczy. To nie jest moment spektakularnego załamania. To raczej cicha rezygnacja, która próbuje nas przekonać, że odpuszczenie będzie rozsądniejsze niż dalsze trwanie. I właśnie tutaj rozgrywa się coś bardzo ważnego. Nie na zewnątrz, nie w oczach innych ludzi, ale w środku. W tej decyzji, której nikt nie widzi - czy zostanę jeszcze chwilę, czy jednak się wycofam.
Bo kiedy krajobraz się nie zmienia, łatwo uznać, że wysiłek nie ma znaczenia. Że skoro nie widać efektów, to może ich w ogóle nie będzie. A przecież większość najważniejszych procesów zachodzi poza naszym wzrokiem. Ziemia pod śniegiem nie przestaje żyć tylko dlatego, że nie widać zieleni. Tak samo w nas mogą dojrzewać rzeczy, których jeszcze nie potrafimy nazwać. Cierpliwość. Odporność. Spokojna siła, która nie potrzebuje fanfar.
Natura w ogóle nie zna słowa „na zawsze”. Nie ma w niej wiecznej zimy ani niekończącej się nocy. Jest rytm. Jest cykliczność. Jest coś, co powtarza się od początku świata - po ciemności przychodzi światło, po zastoju ruch, po chłodzie ciepło. My natomiast często patrzymy na swoje życie w oderwaniu od tego rytmu. Gdy coś trwa, zaczynamy traktować to jak wyrok, a nie jak etap. Zapominamy, że to, co dziś wydaje się stałe, jutro może być już tylko wspomnieniem.
Może więc największym wyzwaniem nie jest przyspieszanie wiosny. Nie jest zmuszanie rzeczywistości, by zmieniła się szybciej, niż chce. Może największym wyzwaniem jest zgoda na proces. Na to, że są momenty bardziej surowe, wymagające, mniej spektakularne. Że są dni, które nie przynoszą przełomu, ale budują w nas coś cichego i trwałego. I że to też ma sens - nawet jeśli sens ten odkrywamy dopiero z perspektywy czasu.
Czasem dopiero gdy robi się odrobinę cieplej - nie tylko na zewnątrz, ale i w środku - zaczynamy rozumieć, ile nauczyły nas te chłodniejsze tygodnie. Ile wytrzymaliśmy. Ile razy chcieliśmy odpuścić, a jednak zostaliśmy. Jak bardzo zmienił nas sam fakt trwania. Wiosna nie przychodzi po to, by wymazać zimę. Ona przychodzi, by pokazać, że to, co wydawało się martwe, było w rzeczywistości w przygotowaniu.
I może właśnie w tym jest najwięcej nadziei - nie w obietnicy, że będzie łatwo, ale w pewności, że nic nie trwa bez końca. Jeśli dziś jest chłodno, to nie znaczy, że tak już zostanie. Jeśli coś jest wymagające, to nie znaczy, że jesteś słaby. Być może jesteś dokładnie w tym miejscu, w którym rodzi się Twoja siła. A jedyne, czego teraz potrzeba, to zostać jeszcze chwilę.
Może zrobię mały eksperyment.
Wyobraź sobie, że raz w miesiącu przychodzi do Ciebie prawdziwa koperta — a w niej list, który nie jest „treścią”, tylko spotkaniem. Kilka stron prostych historii i uczuć, pisanych tak, jak pisze się do kogoś, kogo naprawdę chce się mieć bliżej. Do tego artystyczny akcent, autorski przepis kulinarny i mała niespodzianka — taki znak, że po drugiej stronie jest człowiek.
Jeśli czujesz, że chciał(a)byś dostawać coś takiego — zostaw swoje imię i e-mail w krótkim formularzu. Planuję to jako płatną, limitowaną subskrypcję w przyjaznej cenie. Gdy otworzę pierwszą edycję, dam Ci znać: link do formularza

Afirmacja tygodnia
Nie poddawaj się
Są takie momenty, kiedy najłatwiej byłoby odpuścić. Kiedy droga wydaje się za długa, efekty za małe, a zmęczenie większe niż motywacja. I właśnie wtedy najczęściej dzieje się coś ważnego - nawet jeśli jeszcze tego nie widać. Tak jak przed odwilżą ziemia długo trzyma lód, zanim pozwoli mu puścić, tak i w nas zmiana dojrzewa pod powierzchnią.
Wytrwałość nie polega na zaciskaniu zębów. To nie jest twardość ani walka z rzeczywistością. To ciche „idę dalej”, nawet jeśli tempo jest wolniejsze, niż byśmy chcieli. To zgoda na to, że proces trwa. Że nie wszystko musi wydarzyć się od razu, żeby miało sens. Że czasem największą odwagą jest zostać przy sobie jeszcze jeden dzień.
Afirmacja:
Nie poddaję się, nawet gdy droga jest wymagająca.
Ufam, że to, co buduję, rośnie także wtedy, gdy jeszcze tego nie widzę.
Każdy mój krok - mały czy duży - ma znaczenie.
Mam w sobie siłę, by wytrwać i cierpliwość, by iść swoim tempem.
To, co jest dla mnie ważne, jest warte mojej konsekwencji.
Idę dalej - spokojnie, świadomie, z wiarą w to, co przede mną.

🐾 Ślad natury
Zanim puści lód
Jest taki moment w zimie, który trudno uchwycić, ale ciało go wyczuwa. Jeszcze jest chłodno, jeszcze śnieg trzyma, jeszcze poranki są ostre i czyste. A jednak coś w powietrzu zaczyna się zmieniać. Jakby ziemia brała głębszy oddech pod warstwą lodu. Jakby w ciszy już było słychać pierwsze, bardzo delikatne „zaraz”.
Odwilż nie przychodzi z hukiem. Ona podchodzi powoli. Najpierw w zapachu powietrza, które przestaje być tak metaliczne. W kroplach, które zawisają ciężej na gałęziach. W miękkości śniegu, który już nie skrzypi tak stanowczo pod butami. Jeszcze wszystko wygląda jak zima - ale już nie jest tą samą zimą.
To przejście ma w sobie coś poruszającego. Bo zanim cokolwiek się naprawdę rozpuści, zanim woda zacznie płynąć, zanim ziemia odetchnie pełniej - jest ten czas zawieszenia. Napięcie między „jeszcze” a „już”. I może właśnie w tym napięciu jest największa lekcja. Że zmiana nie zawsze jest spektakularna. Często zaczyna się w ciszy. W subtelności. W czymś, co można przegapić, jeśli się nie zatrzymasz.
Patrzę na tę zimę, która powoli będzie puszczać, i myślę, że my też tak mamy. Zanim coś w nas naprawdę się otworzy, najpierw pojawia się przeczucie. Delikatne przesunięcie. Ciepło, które jeszcze nie jest wiosną, ale już nie jest mrozem. I może wystarczy to zauważyć. Ten moment przed. Ten oddech, który mówi: to, co było twarde, zacznie mięknąć. To, co było zatrzymane, zacznie płynąć.

Towarzysze Źródła

To jest Lola, zwana przeze mnie Mirelką. Nie jest to mój piesek, ale miałem jakiś czas temu okazję z nią trochę pomieszkać. Słodziak!
Jeśli masz obok siebie psa, kota, królika albo inną istotę, która codziennie uczy Cię czegoś o życiu - wyślij zdjęcie i kilka zdań. Chętnie pokażę je w kolejnych wydaniach.
Źródło to nie tylko idee. To też to, co oddycha obok nas.

Sobota, 28 lutego - Psychedelic Live Act vol. III w Parostacji
Za tydzień w sobotę spotykamy się w Domu Słońca, żeby zanurzyć się w rytuale muzyki, oddechu i pary. Najpierw - saunowy rozruch z podmuchami gorącego powietrza i zapachem witek, które zmiękczają ciało i rozpuszczają napięcia. |
Potem przyjdzie czas na wspólne zanurzenie się w oddechu - spokojne, prowadzone wejście w poszerzony stan świadomości. Prowadzę tę sesję dla Was z czułością, z przestrzenią na to, co się w nas poruszy. |
Muzyka rodzi się na żywo, bez prób, bez planu - improwizowana, ale z serca. To nie jest koncert. To jest podróż - z zamkniętymi oczami do miejsc, które pamięta dusza. |
Po wszystkim - jam session, wolna sauna i przestrzeń, w której można zostać dłużej… |
Zapisy: formularz tutaj |
Masz pomysł albo robisz coś spójnego z Źródłem?
Jeśli tworzysz wydarzenie, inicjatywę albo działanie, które pasuje do ducha Źródła -
albo jeśli masz pomysł, potrzebę czy sugestię dotyczącą newslettera po prostu odpisz na tego maila.
Źródło jest żywe. I rozmowa zawsze jest mile widziana.

Do następnego spotkania — niech ten tydzień niesie Ci więcej spokoju, niż się spodziewasz
Reply