Jeszcze tego nie widać

o zaufaniu temu, co rozwija się pod powierzchnią

Są takie momenty, kiedy najtrudniejsze nie jest zrobienie kroku, tylko pozwolenie, żeby to, co już się zaczęło, rozwijało się w swoim tempie. Bez ciągłego sprawdzania, bez przyspieszania, bez potrzeby natychmiastowych odpowiedzi.

To nie zawsze jest łatwe. Bo kiedy coś jest dla nas ważne, naturalnie chcemy widzieć efekty, mieć pewność, że idziemy w dobrą stronę. A jednak wiele rzeczy potrzebuje czasu, którego nie da się skrócić.

To wydanie jest właśnie o tym. O zaufaniu procesowi, który już się dzieje. I o tym, że czasem największą zmianą nie jest to, co robimy - tylko to, że pozwalamy rzeczom rozwijać się tak, jak mają się rozwinąć.

W swoim czasie

Jest w nas coś, co bardzo nie lubi czekać. Kiedy pojawia się pragnienie zmiany, kiedy coś zaczyna się rodzić, naturalnie chcemy zobaczyć efekt jak najszybciej. Chcemy mieć pewność, że to działa, że idzie w dobrą stronę, że nie tracimy czasu. I w tym jest coś bardzo ludzkiego - potrzeba ruchu, odpowiedzi, widocznego postępu.

Tylko że nie wszystko w życiu działa w tym tempie.

Są rzeczy, które potrzebują ciszy, czasu i przestrzeni, żeby w ogóle mogły się rozwinąć. Procesy, które przez długi czas nie dają wyraźnych sygnałów, ale mimo to się dzieją. I właśnie wtedy najczęściej pojawia się napięcie. Bo z zewnątrz wygląda, jakby nic się nie zmieniało, a w środku rośnie potrzeba, żeby coś przyspieszyć, coś poprawić, coś „popchnąć do przodu”.

I wtedy zaczynamy ingerować.

Dokładać więcej, zmieniać kierunek, szukać nowych rozwiązań, zanim poprzednie miały szansę się rozwinąć. Jakby brak natychmiastowego efektu był sygnałem, że coś jest nie tak. A bardzo często jest dokładnie odwrotnie - to właśnie moment, w którym wszystko dzieje się tak, jak powinno, tylko jeszcze tego nie widać.

I tutaj łatwo popełnić jeden z najcichszych błędów.

Zacząć traktować brak efektów jako porażkę, zamiast jako część procesu. Zacząć podważać decyzje, które jeszcze chwilę temu wydawały się właściwe. Szukać nowych dróg nie dlatego, że coś naprawdę przestało mieć sens, tylko dlatego, że obecna droga nie daje jeszcze szybkiej odpowiedzi.

A to jest moment, w którym wiele rzeczy się urywa.

Nie dlatego, że były złe.
Tylko dlatego, że nie dostały czasu.

Bo prawda jest taka, że wiele rzeczy w życiu działa trochę jak to, co dzieje się pod ziemią. Zanim coś stanie się widoczne, przez długi czas rozwija się tam, gdzie nie patrzymy. I jeśli w tym czasie zaczniemy ciągle „sprawdzać”, wykopywać, zmieniać, przyspieszać - przerywamy coś, co miało szansę się rozwinąć naturalnie.

I to jest trudne, bo wymaga czegoś, co nie daje natychmiastowej ulgi.

Zaufania bez potwierdzenia.

Zgody na to, że nie wszystko musi być jasne od razu. Że nie każdy etap ma być spektakularny. Że czasem najważniejsze rzeczy dzieją się dokładnie wtedy, kiedy wydaje się, że nic się nie dzieje.

To nie znaczy, że trzeba trwać w czymś na siłę.
Ale oznacza, że warto nauczyć się rozpoznawać różnicę.

Między momentem, w którym coś naprawdę się kończy,
a momentem, w którym coś dopiero zaczyna się rozwijać.

Bo to są dwa zupełnie inne miejsca - choć z zewnątrz mogą wyglądać bardzo podobnie.

I może właśnie na tym polega dojrzałość w działaniu.
Nie tylko na robieniu kroków, kiedy jest jasno.
Ale na umiejętności pozostania tam, gdzie jeszcze tego światła nie widać.

Bo bardzo możliwe, że to nie jest brak postępu.
Tylko etap, który właśnie buduje wszystko, co ma przyjść później.

Żeby nie przyspieszać tego, co już się dzieje

Są takie momenty, kiedy coś już się zaczęło. Decyzja została podjęta, kierunek obrany, pierwszy krok zrobiony. I właśnie wtedy pojawia się coś, czego często się nie spodziewamy - potrzeba, żeby wszystko zaczęło dziać się szybciej.

Więcej efektów, więcej jasności, więcej odpowiedzi.

I łatwo w tym miejscu zacząć tracić kontakt ze sobą. Zamiast być w procesie, zaczyna się go kontrolować. Zamiast zauważać, co się rozwija, pojawia się napięcie, czy to już „wystarczająco”.

Dlatego stworzyłem coś bardzo prostego.
„7 dni spokojnej głowy” - przestrzeń, która pomaga wrócić do siebie wtedy, kiedy pojawia się pośpiech, wątpliwości albo potrzeba, żeby coś przyspieszyć.

Bez presji, bez nadmiaru.
Raczej jako delikatne wsparcie, żeby zostać przy sobie i pozwolić rzeczom rozwijać się w swoim tempie.

Jeśli czujesz, że to jest moment, w którym tego potrzebujesz - możesz zajrzeć tutaj:

➡️ tutaj ⬅️

Afirmacja tygodnia

Ufam procesowi, w którym jestem

Nie wszystko dzieje się od razu. Nie wszystko przychodzi wtedy, kiedy by się tego chciało. Czasem coś potrzebuje czasu, przestrzeni, dojrzewania, którego nie widać na pierwszy rzut oka.

Patrząc na naturę, łatwo zauważyć, że nic nie dzieje się tam przypadkowo ani za wcześnie. Każdy etap ma swój moment. Może właśnie tak samo jest z tym, co dzieje się w naszym życiu.

Afirmacja

Ufam temu, że jestem dokładnie tam, gdzie potrzebuję być.
Nawet jeśli nie wszystko jest jeszcze jasne.

Nie muszę przyspieszać tego, co potrzebuje czasu.
Nie muszę porównywać swojej drogi z drogą innych.

To, co ma się wydarzyć, rozwija się we właściwym tempie.

Pozwalam sobie być w procesie.
Bez presji, bez ciągłego sprawdzania, czy już „powinno być inaczej”.

Ufam, że nawet jeśli czegoś jeszcze nie widzę,
to nie znaczy, że to się nie dzieje.

Każdy etap ma swoje znaczenie.
Każdy krok prowadzi mnie dalej, nawet jeśli nie zawsze to czuję.

Pozwalam sobie rosnąć w swoim tempie.
Pozwalam sobie być tam, gdzie jestem - bez oceniania.

Nie wszystko musi być gotowe teraz.
Nie wszystko musi być rozwiązane od razu.

Ufam procesowi.
I pozwalam, żeby rzeczy układały się tak, jak mają się ułożyć.

🐾 Ślad natury

Nowe życie

Na spacerze trafiłem ostatnio na coś, co zatrzymuje na chwilę. Wśród drzew, trochę z boku ścieżki, pojawiła się wataha dzików. Kilka dorosłych i pomiędzy nimi małe, jeszcze nie do końca pewne w swoich ruchach. Było ich przynajmniej kilka - drobne, uważne, trzymające się blisko.

To był jeden z tych momentów, kiedy wszystko dzieje się bardzo naturalnie, bez żadnego wysiłku. Nowe życie po prostu się pojawia. Bez planowania, bez zastanawiania się, czy to dobry moment. Po prostu przychodzi i zaczyna być częścią tego, co już jest.

I może właśnie to w tym wszystkim jest najbardziej uderzające. Że w naturze nie ma tego zatrzymania, które tak często pojawia się u nas. Nie ma odkładania na później, nie ma czekania na idealne warunki. Jest ruch, ciągłość, pojawianie się kolejnych etapów dokładnie wtedy, kiedy mają się pojawić.

Patrząc na to z boku, trudno nie pomyśleć, jak bardzo wszystko ma swój rytm. I jak często próbujemy go przyspieszyć albo zatrzymać, zamiast po prostu go zauważyć.

Z tej samej drogi

Ostatnio dużo dzieje się u mnie - i to nie tylko w środku, ale też bardzo konkretnie w życiu.

Jakiś czas temu zdecydowałem się nie odkładać już dłużej tematu leczenia zębów i ruszyć z tym procesem. To była jedna z tych decyzji, które wymagają trochę odwagi, ale też zaufania, że warto zrobić pierwszy krok, nawet jeśli nie wszystko jest jeszcze poukładane.

Od tego momentu sporo się wydarzyło. Kolejne etapy są już za mną, wszystko idzie do przodu i widzę, że to była dobra decyzja. Jednocześnie jestem w trakcie - i żeby ten proces domknąć, potrzebuję jeszcze trochę czasu i środków.

Dlatego powstała zrzutka.

Jeśli czujesz, że chcesz mnie w tym wesprzeć - będzie mi bardzo miło. W zamian oferuję to, co jest mi bliskie: sesje oddechowe online oraz własnoręcznie robione bransoletki z kamieni.

Jeśli nie - dobre słowo, udostępnienie albo sama obecność tutaj też mają dla mnie znaczenie.

Link do zrzutki znajdziesz ➡️ tutaj ⬅️

Masz pomysł albo robisz coś spójnego z Źródłem?

Jeśli tworzysz wydarzenie, inicjatywę albo działanie, które pasuje do ducha Źródła -
albo jeśli masz pomysł, potrzebę czy sugestię dotyczącą newslettera po prostu odpisz na tego maila.

Źródło jest żywe. I rozmowa zawsze jest mile widziana.

Do następnego spotkania — niech ten tydzień niesie Ci więcej spokoju, niż się spodziewasz

Reply

or to participate.