- Źródło Warszawy
- Posts
- Pod powierzchnią
Pod powierzchnią
o odwadze, żeby nie przeszkadzać

Są takie tygodnie, kiedy nic się nie dzieje. Przynajmniej na powierzchni. Nie ma przełomu. Nie ma wielkiej zmiany. Jest tylko codzienność, ta sama kanapa, te same pytania, ta sama cisza między słowami.
I właśnie o tym jest ten tekst. O tym, co rośnie, kiedy nic nie widać. I dlaczego czasem największą odwagą jest po prostu nie przeszkadzać.

O tym, czego nie da się przyspieszyć
Są takie dni, kiedy masz wrażenie, że nic się nie dzieje. Że stoisz w miejscu. Że wszyscy dookoła gdzieś biegną, coś osiągają, podczas gdy ty leżysz w łóżku i patrzysz w sufit, i czujesz, jak życie przecieka ci przez palce. Nie umiesz powiedzieć, co dokładnie miałoby się zmienić. Po prostu czujesz, że powinno być inaczej. Że powinieneś być dalej. I najgorsze nie jest nawet to czekanie. Najgorsze jest to, że nie widzisz żadnego dowodu na to, że cokolwiek się zmienia. Że cokolwiek rośnie. Że w ogóle warto.
Przyzwyczailiśmy się, że wszystko ma być teraz. Wynik. Efekt. Zmiana, którą widać od razu. Jeśli czegoś nie dostrzegasz, to znaczy, że tego nie ma. Tak zostaliśmy nauczeni. Tylko że najważniejsze rzeczy nigdy nie działały w ten sposób. Zaufanie nie rośnie na zawołanie. Bliskość nie przychodzi na pstryknięcie palcami. Zrozumienie siebie - tego, kim jestem, czego chcę, dlaczego robię to, co robię nie pojawia się po jednym wieczorze, po jednej rozmowie, po jednym postanowieniu. To wszystko rośnie inaczej. Wolniej. Pod ziemią.
Znam ludzi, którzy rozwaliłi coś pięknego, bo nie umieli poczekać. Ktoś potrzebował zapewnienia: "jesteśmy bezpieczni". I zapytał o to za wcześnie. Nie dlatego, że był słaby. Dlatego, że nie widział jeszcze nic na powierzchni, więc zaczął kopać. Wypytywać. Sprawdzać. A to, co rosło - cienkie, delikatne, ledwo trzymające się ziemi - zostało wyrwane razem z korzeniami. Nie przez złą wolę. Przez niecierpliwość. Przez tę samą niecierpliwość, którą znam z własnego życia. Kiedy przychodzi ten moment, siedzisz naprzeciwko kogoś i cisza robi się za długa, i zamiast w niej zostać, zaczynasz mówić. Cokolwiek. Byle przerwać. Byle przyspieszyć. Byle nie czuć tego, co czujesz, kiedy nic nie widać.
I to jest właśnie ta pokusa. Ta cholerna pokusa, żeby rozgrzebać ziemię i sprawdzić, czy coś się przyjęło. Robimy to w relacjach. Robimy to wobec siebie: "kiedy w końcu będę na swoim miejscu?". I za każdym razem, kiedy rozgrzebujemy przed czasem - przerywamy to, co rosło. Nie ze złości. Z niecierpliwości. A niecierpliwość to nie wada. To tęsknota za dowodem, że nie stoimy w miejscu.
Tylko że są rzeczy, których nie da się przyspieszyć. Możesz podlewać. Możesz stać nad grządką i patrzeć. I nic z tego nie sprawi, że nasiono wykiełkuje szybciej niż powinno. Potrzebuje swojego czasu. Swojej ciemności. Swojej ciszy. I to samo dotyczy ciebie. Dotyczy każdego, kto próbuje zbudować coś prawdziwego - relację, spokój, zaufanie do siebie. To nie są rzeczy, które można zamówić. To są rzeczy, którym można tylko dać czas. I obecność. I zgodę na to, że jeszcze ich nie widać.
Być może największą odwagą nie jest działać. Jest nią nie przeszkadzać. Nie rozgrzebywać. Pozwolić, żeby to, co rośnie, rosło w swoim tempie, nawet jeśli nic nie widzisz. Nawet jeśli wszyscy dookoła zdają się kwitnąć, a ty siedzisz na gołej ziemi i czekasz. Grzybnia nie spieszy się. Nie sprawdza, czy urosła. Nie porównuje się z lasem nad sobą. Po prostu jest. Rozrasta się centymetr po centymetrze, rok po roku. I staje się największym żywym organizmem na Ziemi. Nie dlatego, że była szybsza od innych. Dlatego, że nikt jej nie przeszkodził.

Dla tych, którzy są zmęczeni przyspieszaniem
Jeśli ten tekst został z tobą na dłużej — jeśli czujesz, że ciągle coś popychasz, sprawdzasz, rozgrzebujesz, a może po prostu jesteś zmęczony czekaniem na efekty, których nie widać chcę ci powiedzieć, że jest miejsce, gdzie nic nie musisz.
Od dwunastu lat jestem mistrzem Reiki. Nie mówię o tym często. Ale czasem jest taki moment, jak ten, kiedy warto przypomnieć, czym się dzielę.
Reiki to nie magia. To obecność. Godzina (czasem półtorej), podczas której nic nie musisz. Nie musisz się starać. Nie musisz niczego osiągać. Po prostu leżysz, a ja jestem przy tobie - w pełni. Zaczynamy od krótkiej rozmowy, potem jest cisza i praca, a na koniec znowu rozmawiamy o tym, co przyszło. Albo po prostu siedzimy w tym, co jest.
Dla czytelników Źródła - spotkanie za 150 zł. Normalnie to 250 zł, ale jeśli jesteś tutaj i czytasz te słowa, to znaczy, że traktuję cię jak kogoś bliższego.
Napisz do mnie. Odpowiem osobiście. Znajdziemy termin.
Paweł

Afirmacja tygodnia
Pod powierzchnią
Są takie dni, kiedy nic nie rośnie. Przynajmniej tak ci się wydaje. Siedzisz, patrzysz, czekasz na jakikolwiek znak i nic. A potem przychodzi zniecierpliwienie. I zaczynasz wątpić, czy w ogóle coś się dzieje.
Ta afirmacja jest właśnie na te dni.
Afirmacja
To, czego nie widać, też rośnie.
Nie wszystko potrzebuje światła, żeby być prawdziwe.
Są we mnie rzeczy, które dopiero kiełkują.
Nie umiem ich nazwać.
Nie umiem pokazać palcem: tutaj.
Ale czuję, że coś się dzieje.
Pod powierzchnią.
W ciszy.
W tempie, którego nie da się przyspieszyć.
I nie muszę go przyspieszać.
Zaufanie nie rośnie w jeden dzień.
Bliskość nie rośnie w jeden dzień.
Ja nie muszę urosnąć w jeden dzień.
Jestem grzybnią.
Niewidoczną siecią tego, co przeżyłem, co poczułem, co dopiero przyjdzie.
Nic nie jest stracone.
Nic nie jest za wolno.
Wszystko ma swój czas pod ziemią.
A kiedy będę gotowy przebiję powierzchnię.
I stanie się widoczne to, co rosło we mnie od dawna.
Jak z nią pracować:
Przez tydzień, codziennie wieczorem, zapisz jedno zdanie. Nie musi być ładne. Nie musi brzmieć mądrze. Ma być szczere. Co dzisiaj we mnie rosło, chociaż tego nie widziałem?
Może nic konkretnego. Może tylko tyle, że wytrzymałeś trudną rozmowę. Że nie sięgnąłeś po telefon przy kolacji. Że pozwoliłeś sobie na smutek zamiast go zagłuszyć.
A jeśli trafisz na dzień, w którym naprawdę nie masz nic do zapisania po prostu przeczytaj afirmację na głos. Powoli. I przypomnij sobie, że grzybnia rośnie latami, zanim cokolwiek wyjdzie na powierzchnię. I nigdy się nie spieszy.

🐾 Ślad natury
Grzybnia
Pod ziemią, tam gdzie nie sięga wzrok, rośnie coś, czego nie widać. Cienkie, białe nitki, strzępki, rozchodzą się we wszystkie strony, centymetr po centymetrze, tydzień po tygodniu. To grzybnia. Nie potrzebuje światła. Nie potrzebuje uwagi. Potrzebuje czasu.
Grzybnia nie spieszy się. Nie da się jej przyspieszyć. Możesz stać nad miejscem, gdzie rośnie, i nie zobaczysz niczego. Żadnego znaku. Żadnego dowodu, że pod twoimi stopami rozwija się sieć, która łączy drzewa, wymienia substancje, pamięta trasę korzeni. Czasem przez miesiące nie ma żadnego śladu na powierzchni. Tylko ziemia. Tylko mech. Tylko cisza.
A potem, po deszczu, po odpowiednim czasie, którego nie da się obliczyć, przebija ściółkę. Najpierw mały guzek. Potem kapelusz. Potem cały owocnik stoi przed tobą, jakby był tu od zawsze. I w pewnym sensie był. Tylko rósł tam, gdzie nie mogłeś go zobaczyć.
Największy organizm na Ziemi to grzybnia. Żyje pod ziemią, niewidoczna, cierpliwa. I nie ma pośpiechu. Nigdy nie miała.

Masz pomysł albo robisz coś spójnego z Źródłem?
Jeśli tworzysz wydarzenie, inicjatywę albo działanie, które pasuje do ducha Źródła -
albo jeśli masz pomysł, potrzebę czy sugestię dotyczącą newslettera po prostu odpisz na tego maila.
Źródło jest żywe. I rozmowa zawsze jest mile widziana.

Do następnego spotkania - niech ten tydzień niesie Ci więcej spokoju, niż się spodziewasz
Reply