To, co nosisz

o rzeczach, które tak długo były z nami, że zaczęły wyglądać jak my

Do wielu rzeczy można się przyzwyczaić.

Do hałasu za oknem. Do drogi do pracy. Do ulubionego kubka stojącego codziennie w tym samym miejscu.

Można też przyzwyczaić się do rzeczy znacznie mniej oczywistych.

Do napięcia, które towarzyszy nam od lat. Do sposobu myślenia o sobie. Do historii, które powtarzamy tak często, że przestajemy zastanawiać się, czy nadal są prawdziwe.

To wydanie jest właśnie o tym.

O rzeczach, które nosimy tak długo, że przestajemy je zauważać.

To nie zawsze jesteś Ty

Są ciężary, które czujemy od razu. Po długim dniu bolą ramiona. Po wysiłku odzywają się mięśnie. Kiedy niesiemy coś zbyt długo, ciało szybko przypomina nam, że nie zostało stworzone do dźwigania wszystkiego bez końca.

Znacznie trudniej jest z ciężarami, których nie widać.

Bo te potrafimy nosić przez lata.

Czasami jest to lęk, który pojawił się po jakimś trudnym doświadczeniu. Czasami potrzeba kontrolowania wszystkiego wokół siebie. Czasami przekonanie, że trzeba być silnym, samowystarczalnym albo zawsze stawiać potrzeby innych ponad własnymi. Większość z tych rzeczy nie pojawia się bez powodu. Kiedyś były odpowiedzią na coś, czego potrzebowaliśmy. Chroniły nas. Pomagały przetrwać. Pozwalały odnaleźć się w sytuacjach, które wydawały się zbyt trudne, żeby przejść przez nie bez żadnej zbroi.

Problem polega na tym, że niektóre mechanizmy zostają z nami znacznie dłużej, niż powinny.

I właśnie wtedy dzieje się coś bardzo ciekawego. To, co początkowo było jedynie sposobem radzenia sobie z życiem, zaczyna wyglądać jak część naszej osobowości. Przestajemy widzieć różnicę pomiędzy sobą a tym, co nosimy. Tak długo żyjemy z napięciem, że zaczynamy mówić: „taki już jestem”. Tak długo funkcjonujemy w ciągłej czujności, że uznajemy ją za swój charakter. Tak długo powtarzamy sobie określoną historię, że zaczyna brzmieć jak prawda o nas.

A przecież to nie zawsze jest prawda.

Być może zauważasz to wieczorem, kiedy wreszcie kończy się dzień. Wszystko, co miało zostać zrobione, zostało zrobione. Nikt niczego od Ciebie nie chce. Teoretycznie możesz odpocząć. A jednak coś nie pozwala Ci usiąść spokojnie. Ręka sama sięga po telefon. Głowa szuka kolejnego zadania. W środku nadal trwa bieg, choć dawno nie ma już dokąd biec.

Być może zauważasz to podczas rozmowy z bliską osobą. Reagujesz mocniej, niż chciałbyś zareagować. Bronisz się, choć nikt Cię nie atakuje. Zamykasz się, choć część Ciebie chciałaby zostać usłyszana. Dopiero później przychodzi refleksja, że to nie była reakcja na tę jedną sytuację. To było coś znacznie starszego.

A może widzisz to wtedy, gdy po raz kolejny odkładasz coś ważnego dla siebie. Nie dlatego, że nie masz czasu. Po prostu potrzeby wszystkich innych znowu okazały się ważniejsze.

I po latach takich doświadczeń bardzo łatwo uwierzyć, że właśnie tacy jesteśmy.

Może nie jesteś osobą, która musi kontrolować wszystko wokół siebie.

Może po prostu przez lata nauczyłeś się, że tylko wtedy czujesz się bezpiecznie.

Może nie jesteś osobą, która nie potrafi odpoczywać.

Może po prostu tak długo żyłeś w gotowości, że spokój zaczął wydawać się czymś obcym.

Może nie jesteś osobą, która ciągle się martwi.

Może po prostu przez lata nosiłeś odpowiedzialność większą, niż powinieneś.

Im dłużej o tym myślę, tym częściej dochodzę do wniosku, że wiele naszych ograniczeń nie bierze się z tego, kim jesteśmy. Bierze się z tego, co przez lata nosiliśmy. A ponieważ nosiliśmy to tak długo, przestaliśmy zadawać sobie pytanie, czy nadal jest nam potrzebne.

To trochę jak z plecakiem zakładanym codziennie przez wiele lat. Na początku wyraźnie czujemy jego ciężar. Później przyzwyczajamy się do niego tak bardzo, że niemal przestajemy go zauważać. Nie dlatego, że stał się lżejszy. Po prostu nauczyliśmy się żyć z jego obecnością.

I właśnie dlatego odpuszczanie bywa takie trudne.

Nie dlatego, że nie chcemy zmian.

Często boimy się czegoś znacznie głębszego.

Boimy się odpowiedzi na pytanie:

Kim będę bez tego?

Jeśli całe życie byłeś tym odpowiedzialnym, kim będziesz bez tej odpowiedzialności?

Jeśli całe życie byłeś tym silnym, kim będziesz bez konieczności bycia silnym?

Jeśli przez lata definiowało Cię radzenie sobie ze wszystkim samemu, to kim jesteś, kiedy wreszcie pozwolisz sobie poprosić o pomoc?

Jeśli przez długi czas chroniła Cię kontrola, to kim będziesz, kiedy przestaniesz trzymać wszystko tak mocno?

To są pytania, które potrafią zatrzymać człowieka na bardzo długo. Bo czasami łatwiej jest nosić znany ciężar niż wejść w nieznane bez niego. Nawet jeśli ten ciężar od dawna nas męczy. Nawet jeśli ogranicza nasze życie. Nawet jeśli czujemy, że już do nas nie należy.

A jednak przychodzi taki moment, kiedy warto spojrzeć na niego uważniej.

Nie po to, żeby walczyć ze sobą.

Nie po to, żeby naprawiać każdy swój fragment.

Ale po to, żeby zadać sobie jedno proste pytanie:

Czy to naprawdę jestem ja?

Czy to naprawdę jestem ja... czy tylko coś, co noszę od bardzo dawna?

Bo być może największa zmiana nie polega na stawaniu się kimś nowym. Być może polega na przypomnieniu sobie, kim jesteśmy bez rzeczy, które przez lata przykleiliśmy do własnej tożsamości.

Może pod tym napięciem, pod tym lękiem, pod wszystkimi historiami, które zbieraliśmy po drodze, wciąż jest ktoś, kogo nie trzeba naprawiać.

Kto nie potrzebuje stawać się kimś innym.

Kto nie zgubił siebie.

Kto po prostu przez długi czas nosił za dużo.

A jeśli pewnego dnia odłożysz ten ciężar i przez chwilę poczujesz się obco, nie oznacza to, że zgubiłeś siebie.

Być może po raz pierwszy od dawna spotykasz siebie bez niego.

Jeśli od dawna nosisz coś ze sobą...

Jedną z rzeczy, które najbardziej poruszają mnie podczas pracy z ludźmi, są momenty, kiedy ktoś nagle odkrywa, że nie jest tym, co przez lata o sobie myślał.

Że nie jest swoim napięciem.

Nie jest swoim lękiem.

Nie jest historią, którą opowiada sobie od dawna.

Czasami przez lata nosimy coś tak długo, że przestajemy zauważać jego obecność. Przyzwyczajamy się do ciężaru. Uznajemy go za część siebie. A potem okazuje się, że pod nim wciąż jest ktoś, kto chciałby odetchnąć trochę swobodniej.

Właśnie dlatego prowadzę indywidualne sesje oddechowe.

Nie po to, żeby naprawiać ludzi. Nie po to, żeby dawać gotowe odpowiedzi.

Raczej po to, żeby stworzyć przestrzeń, w której można na chwilę zatrzymać się, poczuć siebie wyraźniej i zobaczyć, co naprawdę należy do nas, a co niesiemy już tylko z przyzwyczajenia.

Jeśli czytając ten artykuł miałeś poczucie, że dotyka czegoś ważnego w Twoim życiu, możesz po prostu do mnie napisać.

Porozmawiamy.

I wspólnie sprawdzimy, czy taka forma pracy będzie dla Ciebie pomocna.

Afirmacja tygodnia

Pozwalam sobie odłożyć to, czego już nie potrzebuję

Nie wszystkie ciężary pojawiają się nagle.

Niektóre nosimy tak długo, że przestajemy je zauważać. Przyzwyczajamy się do nich. Uczymy się z nimi funkcjonować. Zaczynają wydawać się naturalną częścią naszego życia, a czasem nawet częścią nas samych.

A jednak to, że coś towarzyszyło nam przez długi czas, nie oznacza, że musi zostać z nami na zawsze.

Afirmacja

Pozwalam sobie odłożyć to, czego już nie potrzebuję.

Nie muszę nosić wszystkiego, co przyniosła mi przeszłość.

Nie muszę trzymać się historii, które przestały być prawdziwe.

Pozwalam odejść temu, co spełniło już swoją rolę.

Lękom, które próbowały mnie chronić.
Przekonaniom, które kiedyś pomagały mi przetrwać.
Nawykom, które nie prowadzą mnie tam, gdzie chcę iść.

Dziękuję im za to, czego mnie nauczyły.

I pozwalam im odejść.

Nie tracę siebie, kiedy coś puszczam.

Przeciwnie.

Tworzę przestrzeń, żeby być bliżej tego, kim naprawdę jestem.

Nie muszę kurczowo trzymać się tego, co znane.

Mogę zaufać życiu.

Mogę zaufać sobie.

Mogę zrobić miejsce na coś nowego.

Z każdym oddechem wybieram więcej lekkości.

Z każdym dniem wybieram mniej tego, co już mi nie służy.

Pozwalam sobie iść dalej.

Lżej.

🐾 Ślad natury

To, co trzeba zostawić

Każdego roku jelenie zrzucają poroże.

Za każdym razem, kiedy o tym myślę, wydaje mi się to niezwykłe. Bo poroże jest czymś imponującym. Czymś, co przyciąga uwagę. Czymś, co przez długi czas wygląda jak nieodłączna część zwierzęcia.

A jednak przychodzi moment, kiedy trzeba je zostawić.

Natura nie traktuje tego jako porażki ani straty. Nie próbuje zatrzymać tego, co spełniło już swoją rolę. Nie przywiązuje się do tego, co było potrzebne w jednym sezonie, ale nie będzie potrzebne w kolejnym.

Po prostu pozwala temu odejść.

I może właśnie dlatego ten cykl tak bardzo mnie porusza.

Bo przypomina, że nie wszystko, co nosimy przez długi czas, jest nam potrzebne na zawsze. Niektóre rzeczy pomagają nam przejść przez określony etap życia. Chronią nas. Wspierają. Uczą czegoś ważnego.

Ale przychodzi też moment, w którym dalsze noszenie ich staje się ciężarem.

A wtedy największą mądrością nie jest trzymać mocniej.

Największą mądrością jest puścić.

Masz pomysł albo robisz coś spójnego z Źródłem?

Jeśli tworzysz wydarzenie, inicjatywę albo działanie, które pasuje do ducha Źródła -
albo jeśli masz pomysł, potrzebę czy sugestię dotyczącą newslettera po prostu odpisz na tego maila.

Źródło jest żywe. I rozmowa zawsze jest mile widziana.

Do następnego spotkania — niech ten tydzień niesie Ci więcej spokoju, niż się spodziewasz

Reply

or to participate.