Wyjść do światła

Ten tydzień przyniósł coś więcej niż zmianę temperatury. Światło wróciło nie tylko na niebo, ale i do ludzi. Widać to nad Wisłą, w powietrzu, w krokach, które stają się lżejsze. Jakby po dłuższym czasie półmroku coś w nas zaczynało się prostować. Bez fajerwerków. Po prostu spokojnie wracamy bliżej życia.

To wydanie jest właśnie o tym momencie. O puszczaniu lodu. O wychodzeniu z miejsc, w których siedzieliśmy może trochę za długo. O odwadze, która nie krzyczy, tylko robi jeden prawdziwy krok. Jeśli czytasz to dziś, mam nadzieję, że znajdziesz tu coś, co zostanie z Tobą na dłużej.

Wyjść z jaskini

Przez lata można nosić coś w sobie i wmawiać sobie, że to jeszcze nie jest moment. Że dam radę. Że ogarnę. Że nie ma sensu robić z tego sprawy. Człowiek przyzwyczaja się do swoich braków tak, jak przyzwyczaja się do półmroku - po czasie zaczyna widzieć w nim całkiem nieźle. Uczy się funkcjonować. Uczy się omijać temat. Uczy się nie patrzeć w lustro zbyt długo. I wmawia sobie, że to wystarczy.

Tyle że w środku coś stoi w miejscu.

Można być zajętym, można działać, można mieć plany - a jednocześnie tkwić. Jakby jakaś część życia została zamrożona. I najtrudniejsze wcale nie jest to, że problem istnieje. Najtrudniejsze jest przyznanie przed sobą: sam już dalej nie pójdę. Bo to zdanie obnaża. Zdejmuje z nas zbroję „ogarniam”. A przecież przez tyle lat budowaliśmy wizerunek człowieka, który sobie radzi.

Proszenie o pomoc potrafi uruchomić w głowie najczarniejsze scenariusze. Że ktoś oceni. Że ktoś wyśmieje. Że ktoś powie: „trzeba było wcześniej”. Że zostaniesz z tym sam. I dlatego łatwiej siedzieć w swojej jaskini. Jest ciemno, ale bezpiecznie. Nikt nie patrzy. Nikt nie komentuje. Tylko, że w pewnym momencie ta jaskinia przestaje być schronieniem. Zaczyna być ograniczeniem.

Dla mnie ten moment przyszedł niedawno. Pojawiło się we mnie coś pomiędzy desperacją a odwagą. Takie wewnętrzne „dość”. Dość czekania. Dość udawania, że jeszcze chwilę i samo się rozwiąże. Wyjście z tą sprawą do ludzi było jak wyjście na pełne światło po długim siedzeniu w półmroku. Oślepia. Serce bije szybciej. W głowie szumi: „a jeśli…?”.

I wtedy stało się coś, czego się zupełnie nie spodziewałem.

Zamiast chłodu przyszło ciepło. Zamiast ocen - wsparcie. Zamiast ciszy - telefony, wiadomości, konkretne gesty. Ludzie, o których bym nie pomyślał. Znajomi sprzed lat. Ktoś, kto po prostu napisał: „jestem”. Ktoś inny zadzwonił i powiedział: „wyślij numer konta, pomogę, oddasz kiedyś albo nie - to nie ma znaczenia”. I w którymś momencie siedziałem z tym wszystkim i łzy same leciały. Nie z bezradności. Ze wzruszenia.

Bo okazało się, że kiedy naprawdę wyciągasz rękę, świat nie stoi z założonymi rękami. Czasem on tylko czeka, aż przestaniesz udawać, że nic nie potrzebujesz.

Dziś wiem jedno: proszenie o pomoc nie odbiera godności. Ono ją przywraca. To nie jest akt słabości. To jest decyzja, że chcesz żyć w relacji, a nie obok niej. Że chcesz być częścią przepływu - dawać i brać. Ja daję to, co potrafię: oddech, swoją pracę, rzeczy tworzone własnymi rękami. A jednocześnie uczę się przyjmować. I to przyjmowanie bywa trudniejsze niż dawanie.

Jeśli czytasz to i nosisz w sobie coś, z czym próbujesz radzić sobie samotnie - może ten tekst jest dla Ciebie znakiem. Może Twoja jaskinia też już zrobiła się za ciasna. Może świat wokół Ciebie jest bardziej gotowy, by Ci pomóc, niż Ci się wydaje.

Czasem wystarczy jeden krok w stronę światła. Reszta przychodzi z kierunków, których nawet nie brałeś pod uwagę.

Jeśli chcesz dołożyć swoją cegiełkę

Dwa dni temu uruchomiłem zrzutkę, żeby dokończyć leczenie zębów, które już rozpocząłem. To konkretny, przyziemny cel - zdrowie, które odkładałem latami. Teraz robię to krok po kroku i widzę, że to była dobra decyzja.

Wsparcie, które już otrzymałem, przerosło moje wyobrażenia. Telefony, wiadomości, gesty ludzi, których dawno nie słyszałem. To doświadczenie pokazało mi, że kiedy wychodzisz z czymś prawdziwym, świat potrafi odpowiedzieć bardzo ciepło.

Jeśli masz przestrzeń i chcesz dołożyć swoją cegiełkę - będę ogromnie wdzięczny. W zamian oferuję to, co jest mi bliskie: sesje oddechowe online oraz własnoręcznie robione bransoletki z kamieniami. Sprawdź w zakładce oferty.

Jeśli nie - dobre słowo, udostępnienie albo sama obecność tutaj też mają dla mnie znaczenie.

Link do zrzutki znajdziesz ➡️ tutaj ⬅️

Afirmacja tygodnia

Wracam do siebie

Czasem nie potrzebujemy wielkiej zmiany. Nie potrzebujemy nowego początku zapisanego grubą kreską w kalendarzu. Wystarczy moment, w którym czujemy, że coś w nas delikatnie się porusza. Jak ziemia, która jeszcze jest wilgotna po śniegu, ale już przyjmuje ciepło. Jak rzeka, która znów zaczyna płynąć pełnym nurtem. Przebudzenie rzadko jest gwałtowne. Częściej jest ciche. I właśnie dlatego warto je zauważyć.

Afirmacja:

Pozwalam sobie budzić się we własnym tempie.
Nie przyspieszam tego, co potrzebuje czasu.
Ufnie przyjmuję światło, nawet jeśli jeszcze wczoraj było mi chłodno.
To, że zwalniałem, nie znaczy, że stałem w miejscu.
To, że odpoczywałem, nie znaczy, że przestałem rosnąć.

Każdego dnia mogę zrobić mały krok ku temu, co we mnie żywe.
Każdego dnia mogę wybrać łagodność wobec siebie.
Wiem, że proces ma swój rytm - i ja też mam swój.

Budząca się energia jest we mnie.
Światło do mnie wraca.
Jestem gotów przyjąć to, co nowe.

🐾 Ślad natury

Puściła kra

Z okolic Dzikiej Wisły na Tarchominie widać to najlepiej: ziemia wciąż jest ciężka i mokra po śniegu, jakby jeszcze trzymała w sobie zimowy chłód, ale słońce już świeci inaczej. Nie ostro, nie teatralnie - bardziej jak spokojne przypomnienie, że światło wraca i zostaje na dłużej. Kra puściła z rzeki. Nurt znów widać, słychać, czuć. Woda nie stoi, nie udaje, że nic się nie stało — po prostu płynie, jakby mówiła: „idziemy dalej”.

I jest w tym coś, co dobrze robi człowiekowi. Bo my też czasem jesteśmy jak ta ziemia po roztopach - niby już cieplej, niby już „powinno być lepiej”, a w środku wciąż mokro, ciężko, trochę niepewnie. A jednak wystarczy stanąć na chwilę przy rzece i zobaczyć ten ruch, ten powrót oddechu, żeby coś w nas drgnęło. Nie musi od razu zakwitnąć wiosna. Wystarczy, że puści kra. Że znowu widać nurt. Że pojawia się ten cichy znak: to, co było zamarznięte, nie jest zamarznięte na zawsze.

Towarzysze Źródła

To jest Łatka. Z natury elegancka dama, ale jeśli zajdziesz jej za skóre pokaże swoje drugie oblicze. Bez gryzienia, ale dosadnie da do zrozumienia, żeby z nią nie igrać.

Jeśli masz obok siebie psa, kota, królika albo inną istotę, która codziennie uczy Cię czegoś o życiu - wyślij zdjęcie i kilka zdań. Chętnie pokażę je w kolejnych wydaniach.

Źródło to nie tylko idee. To też to, co oddycha obok nas.

Sobota, 28 lutego - Psychedelic Live Act vol. III w Parostacji

Już jutro, w sobotę spotykamy się w Domu Słońca, żeby zanurzyć się w rytuale muzyki, oddechu i pary. Najpierw - saunowy rozruch z podmuchami gorącego powietrza i zapachem witek, które zmiękczają ciało i rozpuszczają napięcia.

Potem przyjdzie czas na wspólne zanurzenie się w oddechu - spokojne, prowadzone wejście w poszerzony stan świadomości. Prowadzę tę sesję dla Was z czułością, z przestrzenią na to, co się w nas poruszy.

Muzyka rodzi się na żywo, bez prób, bez planu - improwizowana, ale z serca. To nie jest koncert. To jest podróż - z zamkniętymi oczami do miejsc, które pamięta dusza.

Po wszystkim - jam session, wolna sauna i przestrzeń, w której można zostać dłużej…

Zapisy: formularz tutaj

Link do wydarzenia

Masz pomysł albo robisz coś spójnego z Źródłem?

Jeśli tworzysz wydarzenie, inicjatywę albo działanie, które pasuje do ducha Źródła -
albo jeśli masz pomysł, potrzebę czy sugestię dotyczącą newslettera po prostu odpisz na tego maila.

Źródło jest żywe. I rozmowa zawsze jest mile widziana.

Do następnego spotkania — niech ten tydzień niesie Ci więcej spokoju, niż się spodziewasz

Reply

or to participate.