Za dużo hałasu

o zmęczeniu, którego nie da się odespać

Ostatnio coraz częściej zauważam, że ludzie pytają dlaczego mimo wolnego weekendu nadal czują się zmęczeni. Dlaczego trudno im się skupić. Dlaczego nawet dobre chwile potrafią przelecieć przez palce, zanim zdążą je naprawdę poczuć.

I nie mam wrażenia, że dzieje się tak dlatego, że jesteśmy słabi albo źle zorganizowani. Mam wrażenie, że po prostu od bardzo dawna żyjemy w świecie, który rzadko pozwala nam naprawdę odetchnąć.

To wydanie jest właśnie o tym. O sygnałach, które łatwo zignorować. O napięciu, które z czasem zaczyna wydawać się normalne. I o tym, dlaczego czasem największą ulgę przynosi nie robienie więcej, ale usłyszenie tego, czego od dawna próbuje powiedzieć nam własne ciało.

Kiedy zmęczenie staje się normalne

W tym tygodniu wydarzyło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałem.

Po dłuższej przerwie odezwało się do mnie kilka osób z pytaniem o indywidualne sesje oddechowe. Każda rozmowa zaczynała się trochę inaczej. Każda historia była inna. A jednak po pewnym czasie zacząłem zauważać coś wspólnego.

Nikt nie mówił: „mam problem z oddechem”.

Ludzie opowiadali o czymś zupełnie innym. O trudnościach z wyłączeniem myśli wieczorem. O poczuciu, że nawet podczas wolnego dnia trudno im się naprawdę zregenerować. O zmęczeniu, które nie znika po przespanej nocy. O tym, że coraz trudniej im się skupić, a najdrobniejsze rzeczy wywołują irytację albo przytłoczenie.

I pomyślałem, że to bardzo charakterystyczne dla czasów, w których żyjemy.

Bo kiedy boli nas kolano, zazwyczaj wiemy, że coś jest nie tak. Kiedy łapiemy infekcję, również potrafimy rozpoznać sygnały. Ale kiedy przez wiele miesięcy żyjemy w przeciążeniu, często przestajemy je zauważać.

Przyzwyczajamy się.

Przyzwyczajamy się do tego, że głowa działa na wysokich obrotach od rana do wieczora. Do tego, że podczas rozmowy jednocześnie myślimy o trzech innych rzeczach. Do tego, że nawet chwila ciszy staje się niewygodna i natychmiast próbujemy ją czymś wypełnić. Po pewnym czasie taki stan zaczyna wydawać się normalny.

I właśnie to jest najbardziej podstępne.

Bo organizm bardzo długo potrafi funkcjonować w przeciążeniu. Tylko że wcześniej czy później zaczyna wysyłać sygnały. Nie zawsze w spektakularny sposób. Częściej przez drobne rzeczy: mniejszą cierpliwość, gorszy sen, trudność w koncentracji albo poczucie, że wszystko wymaga więcej wysiłku niż kiedyś.

Wiele osób próbuje wtedy rozwiązać problem na poziomie objawów. Więcej kawy. Więcej motywacji. Lepsze planowanie. Kolejna metoda na produktywność.

Tymczasem czasem problem nie polega na braku energii.

Problem polega na tym, że od bardzo dawna nie było przestrzeni, żeby ją odzyskać.

I właśnie tutaj zaczyna dziać się coś, czego często nawet nie zauważamy.

Bo życie w ciągłym napięciu nie zabiera nam wszystkiego od razu. Działa znacznie ciszej. Najpierw odbiera cierpliwość. Potem łatwość bycia z innymi ludźmi. Później zdolność cieszenia się rzeczami, które kiedyś sprawiały przyjemność. Człowiek nadal funkcjonuje, nadal realizuje swoje obowiązki, nadal jest obecny na spotkaniach i odpisuje na wiadomości.

Ale coraz rzadziej naprawdę doświadcza własnego życia.

Jakby pomiędzy nim a światem pojawiła się cienka warstwa szkła.

Wszystko nadal jest na swoim miejscu. A jednak coś jest inaczej.

Rozmowy stają się krótsze. Cisza staje się niewygodna. Coraz trudniej poczuć prawdziwą regenerację. Nawet dobre chwile nie zostają z nami na długo, bo umysł niemal natychmiast biegnie do kolejnej rzeczy, którą trzeba się zająć.

I właśnie dlatego tak poruszyły mnie rozmowy z osobami, które odezwały się w ostatnich dniach. Bo pod różnymi historiami słyszałem bardzo podobne pragnienie.

Nie większej efektywności.

Nie kolejnego sposobu na osiąganie więcej.

Tylko powrotu do siebie.

Powrotu do miejsca, w którym nie trzeba przez cały czas czegoś kontrolować. W którym można na chwilę odłożyć ciężar noszony od tak dawna, że stał się niemal niewidoczny.

Myślę, że wielu ludzi nawet nie pamięta już, jak to jest. Jak to jest usiąść bez potrzeby natychmiastowego sięgania po telefon. Jak to jest zakończyć dzień bez poczucia, że głowa nadal biegnie. Jak to jest być naprawdę obecnym w rozmowie, spacerze albo zwyczajnym letnim wieczorze.

A przecież nie tak miało wyglądać życie.

Nie zostaliśmy stworzeni do tego, żeby przez większość czasu jedynie reagować na kolejne bodźce. Potrzebujemy momentów, które pozwalają wrócić do siebie. Nie po to, żeby uciec od rzeczywistości, ale po to, żeby znów poczuć ją w pełni.

Może właśnie dlatego warto od czasu do czasu zatrzymać się i zadać sobie jedno proste pytanie.

Nie: „ile jeszcze muszę zrobić?”.

Tylko:

„Kiedy ostatni raz czułem się naprawdę spokojna/y?”

Bo odpowiedź na to pytanie potrafi powiedzieć o naszym życiu więcej, niż nam się wydaje.

Jeśli czujesz, że to o Tobie...

Jeśli czytając to wydanie miałeś poczucie, że opisuję coś, co jest Ci bliskie, być może warto się temu przyjrzeć trochę głębiej.

Wróciłem ostatnio do prowadzenia indywidualnych sesji oddechowych i przypomniałem sobie, jak wartościowa potrafi być spokojna przestrzeń, w której można na chwilę zatrzymać się i sprawdzić, czego naprawdę potrzebuje ciało i głowa.

Nie wiem, czy będzie to właściwe rozwiązanie dla Ciebie.

Ale jeśli czujesz, że chciałabyś porozmawiać, zadać kilka pytań albo sprawdzić, czy taka forma pracy mogłaby Ci pomóc, po prostu odpisz na tego maila.

Bez zobowiązań. Po ludzku.

Zobaczymy, czy jestem osobą, która może Cię wesprzeć na tym etapie drogi.

Afirmacja tygodnia

Pozwalam sobie zwolnić

Przez długi czas można funkcjonować w napięciu i nawet tego nie zauważać. Przyzwyczaić się do ciągłego działania, analizowania, planowania i bycia w gotowości.

Aż w pewnym momencie ciało zaczyna przypominać o czymś, o czym głowa dawno zapomniała.

Że nie jesteśmy stworzeni do nieustannego pośpiechu.

Afirmacja

Pozwalam sobie zwolnić.

Nie muszę być cały czas gotowy.
Nie muszę odpowiadać na wszystko od razu.
Nie muszę nieść więcej, niż jestem w stanie unieść.

Daję sobie przestrzeń na oddech.
Na ciszę.
Na chwilę bez celu i bez pośpiechu.

Nie mierzę swojej wartości tym, ile zrobiłem dzisiaj.
Nie muszę zasługiwać na odpoczynek przez ciągłe działanie.

Moje ciało może się rozluźnić.
Mój umysł może zwolnić.

Pozwalam sobie wrócić do własnego rytmu.

Nie tego, którego oczekuje świat.
Nie tego, który narzuca presja.

Mojego.

Ufam, że nie wszystko wymaga natychmiastowej reakcji.
Nie wszystko trzeba rozwiązać dzisiaj.

Czasem największą zmianą jest zatrzymanie się na chwilę.

I właśnie na to daję sobie dziś zgodę.

🐾 Ślad natury

Po burzy

Po letniej burzy w lesie dzieje się coś ciekawego.

Najpierw jest hałas. Wiatr porusza gałęziami, liście szeleszczą ze wszystkich stron, powietrze robi się ciężkie, a natura wydaje się być w ciągłym ruchu. Przez chwilę wszystko jest intensywne.

A potem przychodzi cisza.

Nie od razu. Powoli.

Najpierw ustaje wiatr. Później pojedyncze krople przestają spadać z gałęzi. Powietrze staje się lżejsze, a las wraca do swojego rytmu. I właśnie wtedy najłatwiej zauważyć coś, co wcześniej ginęło w całym tym zamieszaniu. Śpiew ptaków. Zapach mokrej ziemi. Delikatny ruch liści.

Nic nowego się nie pojawiło.

To wszystko było tam wcześniej.

Po prostu przez chwilę trudno było to usłyszeć.

I może czasem z nami jest podobnie.

Z tej samej drogi

Ostatnio dużo dzieje się u mnie - i to nie tylko w środku, ale też bardzo konkretnie w życiu.

Jakiś czas temu zdecydowałem się nie odkładać już dłużej tematu leczenia zębów i ruszyć z tym procesem. To była jedna z tych decyzji, które wymagają trochę odwagi, ale też zaufania, że warto zrobić pierwszy krok, nawet jeśli nie wszystko jest jeszcze poukładane.

Od tego momentu sporo się wydarzyło. Kolejne etapy są już za mną, wszystko idzie do przodu i widzę, że to była dobra decyzja. Jednocześnie jestem w trakcie - i żeby ten proces domknąć, potrzebuję jeszcze trochę czasu i środków.

Dlatego powstała zrzutka.

Jeśli czujesz, że chcesz mnie w tym wesprzeć - będzie mi bardzo miło. W zamian oferuję to, co jest mi bliskie: sesje oddechowe online oraz własnoręcznie robione bransoletki z kamieni.

Jeśli nie - dobre słowo, udostępnienie albo sama obecność tutaj też mają dla mnie znaczenie.

Link do zrzutki znajdziesz ➡️ tutaj ⬅️

Masz pomysł albo robisz coś spójnego z Źródłem?

Jeśli tworzysz wydarzenie, inicjatywę albo działanie, które pasuje do ducha Źródła -
albo jeśli masz pomysł, potrzebę czy sugestię dotyczącą newslettera po prostu odpisz na tego maila.

Źródło jest żywe. I rozmowa zawsze jest mile widziana.

Do następnego spotkania — niech ten tydzień niesie Ci więcej spokoju, niż się spodziewasz

Reply

or to participate.