Zanim się wydarzy

o momentach, które przychodzą, zanim wszystko stanie się jasne

Są takie momenty, które łatwo przeoczyć. Nie dlatego, że są mało ważne, tylko dlatego, że jeszcze nie mają wyraźnej formy. Coś zaczyna się zmieniać, ale trudno powiedzieć co dokładnie. Pojawia się inne napięcie, więcej myśli, czasem lekki niepokój - jakby coś było blisko, ale jeszcze nie dało się tego uchwycić.

To nie jest jeszcze zmiana.
To jest chwila przed.

I właśnie w tej przestrzeni bardzo łatwo się pomylić. Uznać, że skoro nie ma jeszcze jasności, to lepiej się wycofać, poczekać, wrócić do tego, co znane. A jednak często to właśnie tutaj zaczyna się coś, co później okazuje się ważne.

To wydanie jest o tych momentach. O tym, co dzieje się, zanim coś naprawdę się wydarzy. I o tym, jak nie pomylić ich z czymś, od czego trzeba uciec - kiedy tak naprawdę warto zostać chwilę dłużej.

Tuż przed zmianą

Są takie momenty, które trudno jednoznacznie nazwać. Jeszcze nic się nie wydarzyło, ale coś wyraźnie się zbliża. Pojawia się inne napięcie w ciele, więcej myśli, większa uważność na to, co się dzieje wokół. Jakby wszystko było o krok od zmiany, tylko jeszcze nie wiadomo, w którą stronę to pójdzie.

To nie jest jeszcze działanie. To jest moment przed.

I właśnie wtedy bardzo często zaczyna dziać się coś, co łatwo źle zinterpretować. Zamiast ekscytacji pojawia się wahanie. Zamiast jasności - chaos. Zamiast ruchu - potrzeba, żeby się na chwilę wycofać i „poukładać wszystko jeszcze raz”. Jakby coś w środku mówiło: zatrzymaj się, to może nie być ten moment.

Tylko że to wcale nie musi być znak, żeby się cofnąć.

To może być znak, że coś jest blisko.

Bo zanim pojawi się zmiana, bardzo często pojawia się napięcie. Nie dlatego, że coś jest nie tak, tylko dlatego, że kończy się coś, co było znane. A to, co nowe, jeszcze nie ma formy. I w tej przestrzeni pomiędzy najłatwiej się pogubić. Najłatwiej uznać, że skoro nie ma pewności, to lepiej jeszcze poczekać.

Tyle że to „jeszcze chwilę” potrafi trwać bardzo długo.

Bo jeśli nie rozpozna się tego momentu, łatwo zacząć go sabotować. Odkładać decyzje, komplikować rzeczy, które były proste, szukać dodatkowych odpowiedzi tam, gdzie tak naprawdę wszystko już jest wystarczająco jasne. Nie z braku możliwości, tylko z potrzeby, żeby wrócić do poczucia kontroli.

A tego w takich momentach po prostu nie ma.

I może właśnie to jest najtrudniejsze do zaakceptowania. Że nie wszystko da się mieć pod kontrolą, kiedy coś naprawdę chce się wydarzyć. Że nie będzie pełnej pewności przed pierwszym krokiem. Że jasność często przychodzi dopiero po tym, jak coś zostanie zrobione, a nie przed.

To wymaga innego rodzaju odwagi.

Nie tej, która polega na pchaniu się do przodu za wszelką cenę.
Tylko tej, która pozwala zostać w tym napięciu bez uciekania.
Zobaczyć je takim, jakie jest, i nie traktować go od razu jako zagrożenia.

Bo bardzo możliwe, że to nie jest chaos.
To jest moment przejścia.

I w tym miejscu nie zawsze trzeba robić wielkie rzeczy. Czasem wystarczy nie zrobić jednego - nie wycofać się tylko dlatego, że nie jest jeszcze idealnie jasno. Nie zamknąć się w tym, co znane, tylko dlatego, że daje chwilowe poczucie bezpieczeństwa.

Zostać chwilę dłużej.

Pozwolić temu, co się zbliża, podejść bliżej.
Nie przyspieszać tego, ale też nie zatrzymywać.

Bo możliwe, że to, co teraz wydaje się niepewne i trudne do uchwycenia,
jest dokładnie tym momentem, na który czekało się od dawna.

Tylko przychodzi inaczej, niż się tego spodziewano.

Żeby nie zgubić się tuż przed

Ten moment, o którym mowa wyżej, potrafi być wymagający. Kiedy coś się zbliża, ale jeszcze nie ma formy, łatwo wejść w nadmiar myśli, napięcie, potrzebę kontrolowania wszystkiego naraz.

I wtedy zamiast iść dalej, zaczyna się kręcenie w miejscu.

Dlatego stworzyłem coś bardzo prostego.
„7 dni spokojnej głowy” - przestrzeń, która pomaga wrócić do siebie właśnie w takich momentach. Kiedy pojawia się chaos, wahanie albo potrzeba, żeby wszystko było już jasne.

Bez presji, bez nadmiaru.
Raczej jako delikatne wsparcie, żeby złapać oddech i nie zgubić swojego kierunku.

Jeśli czujesz, że to jest dokładnie ten moment - możesz zajrzeć tutaj:

➡️ tutaj ⬅️

Afirmacja tygodnia

Jestem gotowa/y na to, co nadchodzi

Nie wszystko pojawia się nagle. Czasem zanim coś się wydarzy, można to poczuć wcześniej - w energii, w zmianie tempa, w tym delikatnym sygnale, że coś się zbliża.

Może właśnie w takich momentach najważniejsze nie jest działanie, tylko gotowość, żeby przyjąć to, co przyjdzie.

Afirmacja

Jestem otwarta/y na to, co nadchodzi.
Nie muszę wiedzieć wszystkiego, żeby być gotowy.

Pozwalam sobie zaufać temu, co się zbliża.
Nawet jeśli nie znam jeszcze pełnego obrazu.

Nie trzymam się kurczowo tego, co znane.
Daję sobie przestrzeń na nowe.

To, co przychodzi, ma w sobie dla mnie wartość.
Nawet jeśli nie od razu ją rozumiem.

Pozwalam sobie przyjąć zmianę spokojnie.
Bez napięcia, bez potrzeby kontrolowania każdego kroku.

Jestem gotowa/y zobaczyć więcej.
Jestem gotowa/y poczuć więcej.

Nie wszystko musi być zaplanowane, żeby mogło się wydarzyć.
Nie wszystko musi być przewidywalne, żeby było właściwe.

Stoję w miejscu, które jest początkiem.
I pozwalam, żeby to, co ma przyjść, przyszło we właściwym czasie.

🐾 Ślad natury

Tuż przed

Są takie dni, kiedy jeszcze nie jest naprawdę ciepło, ale już coś się zmienia. Powietrze robi się inne, wieczory dłuższe, a w ciągu dnia pojawia się to uczucie, że zaraz wszystko przyspieszy. Jakby natura była o krok przed czymś większym.

Widać to w drobnych rzeczach. W tym, że słońce zostaje na dłużej, że ludzie zaczynają spędzać więcej czasu na zewnątrz, że ruch robi się bardziej swobodny. Jeszcze nie lato, ale już nie to, co było wcześniej. Taki moment pomiędzy.

I może właśnie te chwile są najbardziej ciekawe. Nie wtedy, kiedy wszystko już się wydarzyło, tylko chwilę wcześniej - kiedy coś się zbiera, układa, przygotowuje. Kiedy jeszcze nie widać pełnego obrazu, ale już wiadomo, że nadchodzi.

Z tej samej drogi

Ostatnio dużo dzieje się u mnie - i to nie tylko w środku, ale też bardzo konkretnie w życiu.

Jakiś czas temu zdecydowałem się nie odkładać już dłużej tematu leczenia zębów i ruszyć z tym procesem. To była jedna z tych decyzji, które wymagają trochę odwagi, ale też zaufania, że warto zrobić pierwszy krok, nawet jeśli nie wszystko jest jeszcze poukładane.

Od tego momentu sporo się wydarzyło. Kolejne etapy są już za mną, wszystko idzie do przodu i widzę, że to była dobra decyzja. Jednocześnie jestem w trakcie - i żeby ten proces domknąć, potrzebuję jeszcze trochę czasu i środków.

Dlatego powstała zrzutka.

Jeśli czujesz, że chcesz mnie w tym wesprzeć - będzie mi bardzo miło. W zamian oferuję to, co jest mi bliskie: sesje oddechowe online oraz własnoręcznie robione bransoletki z kamieni.

Jeśli nie - dobre słowo, udostępnienie albo sama obecność tutaj też mają dla mnie znaczenie.

Link do zrzutki znajdziesz ➡️ tutaj ⬅️

Masz pomysł albo robisz coś spójnego z Źródłem?

Jeśli tworzysz wydarzenie, inicjatywę albo działanie, które pasuje do ducha Źródła -
albo jeśli masz pomysł, potrzebę czy sugestię dotyczącą newslettera po prostu odpisz na tego maila.

Źródło jest żywe. I rozmowa zawsze jest mile widziana.

Do następnego spotkania — niech ten tydzień niesie Ci więcej spokoju, niż się spodziewasz

Reply

or to participate.